Michała poznałam na studiach w Polsce. Zawsze ciekawy świata, idący własną drogą. Minęło parę lat (we’re still young!), a on z tym samym, a może jeszcze większym apetytem smakuje życie. “Nałogowiec życia”, jak sam o sobie mówi. Michał inspiruje, zaraża dobrą energią i uczy jak można fajnie żyć. W zgodzie ze sobą i innymi.

Zanim jednak przejdziemy do dalszej części, koniecznie zajrzyjcie na blog, który Michał prowadzi: http://dalekowswiat.pl/ . No i oczywiście zalajkujcie jego Fanpage: https://www.facebook.com/dalekowswiat/

Ok, wracamy do tekstu. Przeczytajcie sami:

Zawsze marzyłem o podróżach. Od małego, mając starą zafoliowaną mapę Polski z bratem jeździliśmy po niej palcem i wyobrażaliśmy sobie, co jest pod owym palcem. No i był jeszcze globus i “W pustyni i w puszczy”. Że nie wspomnę o filmach o Indiana Jonesie. Od młodości miałem chęć poznania tego co jest dalej, co jest za jeszcze jednym zakrętem. Własną przygodę zacząłem od jazdy rowerem. W wieku 12 lat w jeden dzień z kolegą zrobiliśmy prawie 180 km, więc było czym się pochwalić. Później w szkole średniej zaraziłem się chodzeniem po górach i każdą wolną chwilę spędzałem na wycieczkach w Beskidach. W chwili obecnej mogę pochwalić się odwiedzeniem ponad 30 krajów, przemierzeniu wielu tysięcy kilometrów rowerem oraz zdobyciu kilkuset szczytów. Mam za sobą samotną wyprawę do Kazachstanu i Kirgistanu, przejechanie polskiego wybrzeża rowerem czy przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego (500 km przez południe naszej ojczyzny). A najważniejszym osiągnięciem, jest poznanie mojej wspaniałej, podróżniczej, Tajwańskiej żony, którą pierwszy raz zobaczyłem w Kirgistanie na Ala Kul Pass na 4000 m.

Co Cię motywuje/inspiruje do działania?

Chęć poznania świata i ludzi. Z każdej góry widok jest inny, więc na każdą chcę się wspiąć, żeby zobaczyć co jest w dole. Jestem nałogowcem nowych miejsc, chcę zobaczyć jak żyją lokalni mieszkańcy, co jedzą, kim są, jak się zachowują.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym co robisz?

Najważniejsze jest dla mnie, to że podróże pozwalają mi się spełnić. Nie mam uczucia, że czegoś mi w życiu brakuje, że coś idzie nie tak. Wręcz przeciwnie – mam uczucie, że to jest właśnie droga, którą chcę iść.

Czego nauczyły Cię podróże? Czego nauczyłeś się od spotkanych ludzi?

Podróże nauczyły mnie przede wszystkim trzech rzeczy. Samodzielności – ponieważ każdy kraj i każde miejsce, to nowe wyzwanie z którym trzeba sobie poradzić, zwłaszcza, jeśli praktykuje się budżetowe, niezaplanowane podróże z plecakiem. Tolerancji – dla odmienności, dla ludzi, kultur, zachowań. W końcu Polska nie jest pępkiem świata, a standardy europejskie – jedynymi prawdziwymi. To co dla nas jest codziennością, dla innych może być dziwactwem – ja tego nigdy nie osądzam, uważam, że inni ludzie i inne doświadczenia wykreowały inny typ zachowań. Trzecia rzecz – akceptacji. Biorę świat takim, jakim jest, akceptuję to co widzę, uczę się tego i obserwuję, ale nie próbuję ludzi nawracać na swoje ideologie, ponieważ szanuję to, kim są w swoich domach.

Dlaczego Twoim zdaniem tak ważne jest pójście własną drogą?

Dopóty, dopóki nie pójdzie się własną drogą, człowiek nigdy nie będzie spełniony. U mnie posiadanie domu, samochodu czy pieniędzy zawsze powodowało brak “tego czegoś”. To nie była moja droga. Ciągle za czymś tęskniłem. Kiedy podróżuję – to znika, czuję się szczęsliwy i wiem, że moje życie jest właśnie takie, jakiego pragnę.

Co radziłbyś ludziom, którzy zaczynają?

Pierwszą rzeczą, którą doradziłbym osobom szukającym swojej drogi, to otworzyć umysł i serce. Z zamkniętym umysłem, pełnym uprzedzeń, zawiści, zazdrości, nienawiści i innych rzeczy wykształconych przez popkulturową papkę informacji, nie można być szczęśliwym.